Na tapetę trafia kolejny film, w którym główną rolę
odgrywa Dakota Johnson. No cóż, tak bywa! Najnowszy film Christiana Dittera, autora "Love Rosie", jest jak spotkanie z najlepszymi przyjaciółkami - pod
warunkiem, że przyjaźnisz się z Lindsay Lohan, Paris Hilton i Britney Spears i
też jesteś średnio rozgarnięta. Będzie ciężko. Będą tańce, nuda, alkohol, gadki
o życiu, oklepane teksty, chwile refleksji i dużo momentów, kiedy nie będziesz
do końca wiedzieć czy to czas na śmiech czy zażenowanie.
Główną bohaterkę filmu, Alice (Alice? Who the F is
Alice?!), poznajemy, kiedy postanawia zrobić sobie przerwę w swoim czteroletnim
związku z nudnym jak flaki z olejem Joshem. Właśnie do niej dotarło, że jeszcze
nigdy nie była sama (Brawo Yeti). Teraz Alice chce się dowiedzieć, czego
naprawdę pragnie. Ciekawi ją, jak wygląda życie, gdy nie jest się od nikogo
zależnym. Na swoje szczęście poznaje w nowej pracy idealną osobę, która
oprowadzi ją po tym nieznanym dotąd świecie.
Nie ma co udawać: to film skierowany głównie do dziewczyn. Może wśród
niektórych znajdzie zwolenniczki. Po seansie, obraz skłonił mnie jednak do
jakiejś refleksji. Brzmiała ona: Kto zwróci mi te zmarowane 2h z życia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz