Z natury jestem ciekawską osobą, więc często podczas czytania jakieś książki próbuję dociec co skłoniło autora do jej napisania. Czytając Eleonorę i Parka doszłam do wniosku, że Rowell była na jakimś niezwykłym haju spowodowanym nadmierną ilością słodyczy, bądź napisała swoją powieść dla dziewczynek co dopiero wyrosły z Hanny Montany. Historia zaprezentowana w tej książce jest niczym serial Disney Channel, słodki i tandetnie zagrany (w tym przypadku napisany).
Książka na samym wstępie zyskała moją sympatię z powodu czasu akcji- 1986 rok, a jak doszło do tego miejsce akcji, czyli Ameryka dostałam niemal zawału. Następnie doszły do tego dobrze skrojone postacie. Wyróżniały się z tłumu pod względem charakteru i wyglądu. Najbardziej do gustu przypadł mi Park, ponieważ był bardziej spontaniczny i pewny siebie niż Eleonora.
Hmm... i to chyba na tyle tych dobrych słów.
Największym problemem tej książki był narrator. Wcinał się w każdym najmniej odpowiednim momencie. Był niezwykle irytujący. Dodawał do całości zbędne komentarze, które niszczyły atmosferę oraz odbiór czytanej książki. Czytając to poczułam się jakbym słuchała audycji radiowej. Masakra!!!
Jeśli przymknę oko na narratora tej książki to wciąż pozostaje sama historia, która niestety, była tak tandetna i przewidywalna, że z ogromnym trudem powstrzymywałam się przed wyrzuceniem telefonu z ebookiem przez okno, żeby przeczytać ją do końca musiałam użyć silnej woli (czasem i ona nie wystarczyła). Fabuła opowiadania aż ociekała słodkością. Czytając to czułam się jakbym jadła niezwykle słodkie ciasto czekoladowe z polewą czekoladową oraz z ogromną ilością lodów (zaszalejmy!) także czekoladowych.
dla mnie były słodkie, niewinne i zabawne.
Jak mała panda (urocze stworzenie).
Pomijając fakt, że Eleonora ubierała się jak chłopak, a Parks ubierał się na czarno, czytając to czułam się jakbym patrzyła przez różowe okulary i widziała tęczę i jednorożce dookoła. Mimo to powieść miewała swoje momenty. Bywały takie, które naprawdę wciągały, lecz na krótko, ponieważ zaraz ginęły pod polewą czekoladową z lodami.
Podsumowując: Miał to być bestseller, który miał zawładnąć milionami serc. Miała to być książka, która pokaże, że pierwsza miłość jest cudowna. Cóż... to były tylko oczekiwania. Zamiast tego zostałam obrzucona toną cukru pudru oraz brokatu do tego stopnia, że aż zaparło mi dech w piersi. Książka warta polecenia dziewczynkom w wieku 12-14 lat.
P.S do dziś znajduję resztki cukru pudru i brokatu we włosach!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz