czwartek, 2 czerwca 2016

TOP 4 FRUSTRATO TYGODNIA


4. Przepełnione i niepunktualne „82”

Czy ktokolwiek widział, czy ktokolwiek słyszał, czy ktokolwiek wie co się dzieje z 82? A może zapytam inaczej- czy linia 82 w ogóle istnieje?
Na to co się dzieje na tej felernej trasie szkoda słów, lecz powiem jedno zdecydowanie trasę z Poznań Górczyn-  os. Wichrowe Wzgórza (nie, nie chodzi mi o książkę) pokonasz szybciej „z buta”.
P.S. Polecam linię wszystkim tym, którzy chcą się spóźnić do pracy, szkoły czy też na uczelnie.


3. Ciągle zmieniająca się pogoda

Jedną z najbardziej frustrujących mnie ostatnio rzeczy jest wieczna zmiana pogody. Jak na kobietę przystało lubię wyglądać modnie, ładnie i wygodnie, więc swój strój dobieram do warunków panujących na zewnątrz. Kiedy jest zimno ubieram na siebie coś grubszego co ogrzeje moje wiecznie przemarznięte do szpiku kości ciało, zaś kiedy jest cieplej ubieram coś cieńszego i zwiewnego, aby przypadkiem się  „nie ugotować”. W tym tygodniu pogoda postanowiła się zbuntować, tym samym doprowadzając moją osobę do białej gorączki.
Rano od razu po przebudzeniu, lecę jak poparzona do okna, by „obczaić” pogodę. Widząc na nieboskłonie słońce na moim pyszczku wykwita uśmiech wielkości banana „chikita”, myślę to będzie super dzień, tak więc po wykonaniu wszelkich porannych czynności wraz z ubraniem się wyruszam na uczelnię. Jak duża była moja frustracja, gdy w drodze pogoda zdążyła zmienić się pięciokrotnie. Ze słonecznej i ciepłej zmieniała się o 360 stopni w zimną, wietrzną i deszczową. I tak w kółko. Po dotarciu do celu wyglądam jak bym z dziczy uciekła. Wcześniej ułożone i błyszczące się włosy po takiej przechadzce wyglądają strasznie. Nie dość, że są mokre jakbym dopiero co z wanny wyszła to i stoją każdy w inna stronę. Makijaż, który nałożyłam przed wyjściem rozmazał się całkowicie, a ciuchy? Brak słów! Są całkowicie przemoczone i brudne od błota i wszelkiego rodzaju świństwa, które niesie ze sobą wiatr.
I jak tu nie kochać wiosennej pogody?


2. Kolejki w Manekinie

Znacie to uczucie, gdy po całym dniu na uczelni jesteście głodni , tak że moglibyście zjeść konia razem z kopytami? Ja je znam aż za dobrze. Po diabelnie ciężkich 5-6 godzinnym wysłuchiwaniu monotonnych i jakże fascynujących wykładów (czuj ten sarkazm) mój żołądek niemalże zjada sam siebie, a ja nie myślę o niczym innym jak o wbiciu swoich zębów w przepysznego naleśnika prosto z Manekina. Jednak moje plany krzyżuje jeden ogromny i długi problem- KOLEJKA!!
„Manekin” to 3- poziomowy lokal o dużej powierzchni (co wiąże się z dużą ilością miejsc-  widocznie niewystarczającą). Restauracja od otwarcia do zamknięcia jest okupywana przez gromadę głodnych klientów. Dostanie się do środka jest wręcz niemożliwe zwłaszcza w godzinach popołudniowych.
Po dotarciu na miejsce mam ochotę rzucić się na wszystkich tych ludzi sterczących przed wejściem jak słupy i zagryźć bądź zadrapać ich na śmierć, wszystko to po to, aby dostać się do wnętrza budynku.
Na szczęście przed rozpętaniem krwawej masakry powstrzymuje mnie mój żołądek. Dlatego też najczęściej moja wizyta, w tej że restauracji kończy się na planach, a ja ląduję w „Chatce u dziadka” (dużo smacznego jedzenia z niską cenę… Mniam!!!)


1. Jeżdżące zakupy

Zastanawiasz się pewnie teraz o co chodzi z jeżdżącymi zakupami, tak? To ja ci powiem. Jak to na studentkę przystało często poruszam się po Poznaniu tramwajem czy też autobusem i białej gorączki dostaje jak widzę „mohery”, które wracają z zakupów, a szlag mnie bierze jak widzę, że ich wypakowane po brzegi torby zakupowe zajmują kolejne miejsce.
Należy pamiętać, że nogi ma się tylko jedne, a od stania w tramwaju/ autobusie nabawię się żylaków w przyszłości, a w upalne dni moje nogi będą przypominały dwa czerwone, opuchnięte kabanosy. O omdleniach i zawrotach głowy nie wspominam.
UWAGA!

Czytelniku jeśli robisz tak samo kładź te zakupy na ziemię, nic im się nie stanie (chyba).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz