4. Przepełnione i niepunktualne „82”
Czy ktokolwiek widział, czy
ktokolwiek słyszał, czy ktokolwiek wie co się dzieje z 82? A może zapytam
inaczej- czy linia 82 w ogóle istnieje?
Na to co się dzieje na tej
felernej trasie szkoda słów, lecz powiem jedno zdecydowanie trasę z Poznań
Górczyn- os. Wichrowe Wzgórza (nie, nie
chodzi mi o książkę) pokonasz szybciej „z buta”.
P.S. Polecam linię wszystkim tym,
którzy chcą się spóźnić do pracy, szkoły czy też na uczelnie.
3. Ciągle zmieniająca się pogoda
Jedną z najbardziej frustrujących
mnie ostatnio rzeczy jest wieczna zmiana pogody. Jak na kobietę przystało lubię
wyglądać modnie, ładnie i wygodnie, więc swój strój dobieram do warunków
panujących na zewnątrz. Kiedy jest zimno ubieram na siebie coś grubszego co
ogrzeje moje wiecznie przemarznięte do szpiku kości ciało, zaś kiedy jest
cieplej ubieram coś cieńszego i zwiewnego, aby przypadkiem się „nie ugotować”. W tym tygodniu pogoda
postanowiła się zbuntować, tym samym doprowadzając moją osobę do białej
gorączki.
Rano od razu po przebudzeniu,
lecę jak poparzona do okna, by „obczaić” pogodę. Widząc na nieboskłonie słońce
na moim pyszczku wykwita uśmiech wielkości banana „chikita”, myślę to będzie
super dzień, tak więc po wykonaniu wszelkich porannych czynności wraz z
ubraniem się wyruszam na uczelnię. Jak duża była moja frustracja, gdy w drodze
pogoda zdążyła zmienić się pięciokrotnie. Ze słonecznej i ciepłej zmieniała się
o 360 stopni w zimną, wietrzną i deszczową. I tak w kółko. Po dotarciu do celu
wyglądam jak bym z dziczy uciekła. Wcześniej ułożone i błyszczące się włosy po
takiej przechadzce wyglądają strasznie. Nie dość, że są mokre jakbym dopiero co
z wanny wyszła to i stoją każdy w inna stronę. Makijaż, który nałożyłam przed
wyjściem rozmazał się całkowicie, a ciuchy? Brak słów! Są całkowicie
przemoczone i brudne od błota i wszelkiego rodzaju świństwa, które niesie ze
sobą wiatr.
I jak tu nie kochać wiosennej
pogody?
2. Kolejki w Manekinie
Znacie to uczucie, gdy po całym
dniu na uczelni jesteście głodni , tak że moglibyście zjeść konia razem z
kopytami? Ja je znam aż za dobrze. Po diabelnie ciężkich 5-6 godzinnym
wysłuchiwaniu monotonnych i jakże fascynujących wykładów (czuj ten sarkazm) mój
żołądek niemalże zjada sam siebie, a ja nie myślę o niczym innym jak o wbiciu
swoich zębów w przepysznego naleśnika prosto z Manekina. Jednak moje plany
krzyżuje jeden ogromny i długi problem- KOLEJKA!!
„Manekin” to 3- poziomowy lokal o
dużej powierzchni (co wiąże się z dużą ilością miejsc- widocznie niewystarczającą). Restauracja od
otwarcia do zamknięcia jest okupywana przez gromadę głodnych klientów. Dostanie
się do środka jest wręcz niemożliwe zwłaszcza w godzinach popołudniowych.
Po dotarciu na miejsce mam ochotę
rzucić się na wszystkich tych ludzi sterczących przed wejściem jak słupy i
zagryźć bądź zadrapać ich na śmierć, wszystko to po to, aby dostać się do
wnętrza budynku.
Na szczęście przed rozpętaniem
krwawej masakry powstrzymuje mnie mój żołądek. Dlatego też najczęściej moja wizyta,
w tej że restauracji kończy się na planach, a ja ląduję w „Chatce u dziadka”
(dużo smacznego jedzenia z niską cenę… Mniam!!!)
1. Jeżdżące zakupy
Zastanawiasz się pewnie teraz o
co chodzi z jeżdżącymi zakupami, tak? To ja ci powiem. Jak to na studentkę przystało
często poruszam się po Poznaniu tramwajem czy też autobusem i białej gorączki
dostaje jak widzę „mohery”, które wracają z zakupów, a szlag mnie bierze jak
widzę, że ich wypakowane po brzegi torby zakupowe zajmują kolejne miejsce.
Należy pamiętać, że nogi ma się
tylko jedne, a od stania w tramwaju/ autobusie nabawię się żylaków w
przyszłości, a w upalne dni moje nogi będą przypominały dwa czerwone,
opuchnięte kabanosy. O omdleniach i zawrotach głowy nie wspominam.
UWAGA!
Czytelniku jeśli robisz tak samo
kładź te zakupy na ziemię, nic im się nie stanie (chyba).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz